BUJO, hello! :)

smartphone-925120_1280

Dzień dobry! Obiecałam post o BUJO, więc jest!

WSTĘP:

Pewnego pięknego dnia (idę o zakład, że był to poniedziałek ;)) zdałam sobie sprawę, że przestałam być wolnym człowiekiem. Moja wyobraźnia zaczęła pracować na wyższych obrotach i dostrzegłam nad swoją głową najpierw kilka, później kilkanaście, a na końcu kilkadziesiąt spraw, które odwlekałam od… czerwca? zeszłego roku? kilku lat?stack-letters-447579_1280

Tak nagle wzięło i mnie olśniło, że jak coś przesuwam w czasie, to to nie znika, tylko zaczyna się piętrzyć na mojej głowie. Zbiór spraw do załatwienia urósł w taki stos, że zaczęłam dosłownie i w przenośni odczuwać jego ciężar na swojej głowie. Wiecie, że głowa może boleć codziennie? Ja nie wiedziałam. A jak się dowiedziałam, to postanowiłam przynajmniej tej kwestii nie spychać na dalszy plan. No i się zaczęło.

KROK 1:

„O jaka ja jestem beznadziejna!”

Niczym napędzana motorkiem rozpoczęłam bieg po znajomych mi istotach i marudziłam, użalałam się nad sobą, szukałam wymyślnych chorób, byle tylko nie dobrać się do stosu na mej głowie. Kilkukrotnie usłyszałam słowa pociechy, w przenośni „pogłaskano mnie” po tej mojej głowie i usłyszałam nawet, że „wszystko się ułoży” (chyba jeśli spadnie jakoś ładnie z tej głowy, bo inaczej to poleci w drzazgi). Jest jednak jedna taka istota w moim otoczeniu, która rzekła do mnie prosto z mostu: „Weź Ty się za siebie, Istoto i przestań mi i sobie zawracać głowę pierdołami. Nazbierałaś na tej głowie, to teraz po kolei zdejmuj.” Pomyślałam „no, dobra, logiki temu stwierdzeniu nie brakuje, ale skąd wziąć motywację?!” Zaczęłam więc drążyć temat: „no ale jak ja mam się do tego zabrać… za dużo no… wszystko mnie przerasta, nie wiem od czego zacząć”… „od początku. kup sobie kalendarz.” Olśnienie nr 2.

KROK 2:

„Kupię sobie kalendarz!”

Niestety, w kalendarzu już wrzesień, więc nie dostanę papierowej wersji na 2016 w sklepie stacjonarnym. Już zaczynałam się cofać do KROKu 1 („O jak beznadziejnie!”), gdy znalazłam pusty gruby zeszyt.

„Sama sobie zrobię kalendarz!” – pomyślałam. Napisałam u góry każdej ze stron: PONIEDZIAŁEK, WTOREK, ŚRODA itd. Wypisałam wszystkie zadania, które przychodziły mi do głowy. Dzieliłam sprawiedliwie pomiędzy dni. Minął tydzień, a ja w niedzielę zorientowałam się, że w środę zgubiłam gdzieś w domu zeszyt i zupełnie zapomniałam o jego istnieniu. Odtąd oficjalnie już na drugie miałam „Słomiany Zapał”.

Czyżby znowu miał nastąpić KROK 1?! O nie nie!

KROK 3:

„Szukajcie, a znajdziecie!”organizer-791883_1280

„Nie jestem sama, na pewno inni też mają takie problemy i sobie z nimi radzą”. I odpaliłam youtube’a, blogi, w ruch poszły też książki.

I znalazłam BUJO.

BUJO = Bullet Journal – w moim wolnym tłumaczeniu – pamiętnik w kropki 😉 A raczej kropkowy 🙂 Który z powodzeniem może służyć za planner, jednak różni się od standardowego plannera. I, co najważniejsze – jest ładny! Mega mega ładny! 😉

Ja na swój użytek zamiast pustego zeszytu, czyli standardowego BUJO postanowiłam przystosować do tego celu zwykły papierowy kalendarz (znalazłam wersję na rok szkolny, (czyli problem z kalendarzem od 2017r. z głowy)).

W sekcjach dziennych mam podział na: PRACA/DOM i sztywno się ich trzymam. Najczęściej jedna duża kropka to jedna priorytetowa sprawa tu i tu (praca/dom). Mniejsze kropki to małe zadania na dany dzień tygodnia. Zapisuję wszystko poprzedniego wieczoru, leżąc w łóżku, albo siedząc wygodnie na kanapie i się relaksując.

Do tego na stronach końcowych stworzyłam kwintesencję BUJO, czyli listy. Moje listy to:

JEDZENIE (dalszy podział na śniadania/obiady/kolacje/przekąski), gdzie umieściłam wszystkie potrawy, które się u nas sprawdzają i gdy nie mam pomysłu na obiad, zaglądam do tej sekcji i problem z głowy.

WISHLISTA WOMEN (tutaj zapisuję moje konsumpcjonistyczne pragnienia – głównie kosmetyki/ubrania/dodatki)

FILMY (zasłyszane, polecone, godne uwagi)

KSIĄŻKI (jak wyżej)

EXPLORE (plany wyjazdowe – mam fioła na punkcie podróży)

WISHLISTA DREAMS (tutaj zapisuję moje długofalowe plany i marzenia – wiecie, że gdy się je nazwie, łatwiej je osiągnąć? (to tak w skrócie ;))

KROK 4:

„Wytrwam! Priorytety mi w tym pomogą”

Ze słomianym zapałem jest tak, że pojawia się nagle i zabiera nam wszystko, co sobie do tej pory wypracowaliśmy lub o czym marzyliśmy. Bezkarnie. Przychodzi, zmiata i wychodzi. Zostaje pustka. W moim przypadku oprócz stosu na głowie zostałby jeszcze mały kamyk na samej górze, który nazywa się „poczucie winy, że znów nie wyszło”.

Tym razem nie zamierzam odpuścić. Mam zamiar ułatwić sobie zadanie poprzez wyznaczenie jasnych życiowych priorytetów. Część spraw na głowie to toksyczne relacje, przestarzałe pasje, niewygodne zobowiązania wobec innych. Z tego wszystkiego trzeba się wyleczyć. Trzeba odłożyć te kwestie na bok i zapomnieć o nich na dobre. Najważniejsze jednak, to zdjąć je z głowy. Już teraz. diary-684750_1280

1 Comment

  1. Niezły pomysł! A co do toksycznych relacji to sama mam ich kilka na głowie…

Dodaj komentarz