Małe rzeczy. Wielka różnica. O pozytywnych nawykach.

couple-1733991_1280

Jestem właśnie w trakcie czytania książki „Siła nawyku” Charlesa Duhigga. Zanim jednak przeczytam całość, postanowiłam pomyśleć chwilę o tym, jakie dobre nawyki udało mi się już do tej pory wprowadzić moim życiu.

Powstała pokaźna lista, którą chciałabym się z Wami podzielić. Uważam bowiem, że przynajmniej część z nich warta jest rozpowszechniania. Zapraszam zatem do lektury i śmiało korzystajcie, jeśli coś wyda Wam się kuszące i warte zachodu.

  • Codziennie rano ścielę łóżko.

Zaraz po tym, jak wstanę, rozciągnę się i otworzę na dobre oczy zrzucam z łóżka cały nocny bałagan i układam go najpiękniej, jak potrafię. Wchodzenie później do sypialni sprawia, że jestem spokojna, zrelaksowana i cieszę się, że mam tak pięknie posłane łóżko. A jak organizm reaguje po ciężkim dniu pracy na widok ślicznego łóżka? Eksplozja radości. Wiem, bo doznaję tego co wieczór.

girl-1245773_1280

  • Śniadanie. Codziennie. Zawsze w domu.

Nigdy w tramwaju/pociągu/autobusie/(aucie!)/pracy. Śniadanie trzeba zjeść spokojnie, siedząc, nie czytając przy tym gazety, nie oglądając telewizji, nie tuszując rzęs. To ono przygotowuje nasz organizm do całodziennego wysiłku. Staram się jeść śniadanie na ciepło, ale z reguły jego przygotowanie zajmuje więcej czasu niż kanapka, a ja jestem śpiochem. Ratuję się wtedy jajecznicą lub płatkami owsianymi, zalanymi dzień wcześniej wodą. Nigdy chyba jeszcze nie zdarzyło mi się wyjść z domu bez śniadania. Tak, to żelazna zasada.

food-1155129_1280

  • Zaplanowanie dnia.

Tutaj już nie ma znaczenia, czy ten punkt realizujemy w domu, czy w pracy. Od jakiegoś czasu siadam codziennie rano (w weekendy też) i planuję czynności, które chcę zrealizować danego dnia. Teoretycznie wiąże się to z utratą dni „luzu”, podczas których tylko „leżałam i pachniałam” (a w efekcie byłam po takim dniu bardziej zmęczona niż po standardowym dniu w pracy) i zupełnie mi ich nie brakuje. Spisuję o poranku (tuż przed pracą) priorytety na dany dzień, wyznaczając trzy najważniejsze, które muszę zrealizować. Reszta jest opcjonalna, ale wierzcie mi, z taką listą można góry przenosić. Nie będziecie w stanie na początku uwierzyć, jak dużo potraficie zrobić w ciągu jednego dnia. Ja na takiej liście umieszczam nie tylko pracę, ale też kwestie osobiste, obowiązki domowe i małe przyjemności.

the-action-plan-1429834_1280

  • Najtrudniejsze zadanie zawsze wykonuję w pierwszej kolejności.

Oczywiście nie jest to zadanie na cały dzień. Wszystkie zadania trzeba sobie podzielić na mniejsze porcje. Każdego dnia jednak znajdzie się taka czynność, którą muszę wykonać, ale jej nie lubię, boję się jej, stresuje mnie. To oznacza, że to zadanie idzie na pierwszy ogień. Zgodnie z zasadą „eat the frogs first”, po jej wykonaniu czuję się tak, jak bym mogła góry przynosić. Zawsze tak jest i uwielbiam to uczucie, gdy zadanie „żaba” jest już za mną!

frog-173622_1280

  • Aktywność fizyczna.

Odkryłam jej potęgę dzięki temu, że na jakiś czas postanowiłam zrezygnować z zakupu karty komunikacji miejskiej i przemieszczać się do pracy pieszo. Karta taka generuje dodatkowe koszty, a ja wcale tak daleko do pracy nie mam. Postanowiłam, że za zaoszczędzone dzięki temu fundusze kupię sobie jakiś nowy kosmetyk, który sprawi mi większą radość niż papier z informacją o kwocie na przejazdy i datą ważności. I stało się. Od miesiąca chodzę do pracy pieszo. W dwie strony to około godzina, a mój poziom endorfin przekroczył już znane mi dotychczas normy. Mam więcej energii, pracuję wydajniej i jestem bardziej skupiona, a przy tym tryskam dobrą energią i humorem. Zmianę widzą wszyscy. Jak widać – nie trzeba rzucać się od razu na jogging, karnety na siłownię, lekcje tańca. Jeśli masz daleko do pracy i jeździsz autobusem, wysiądź przystanek wcześniej niż zwykle. Jeśli jeździsz autem, zaparkuj dalej. Spróbuj, co Ci szkodzi.

sport-1201014_1280

  • Nie odkładam na później rzeczy, które jestem w stanie odhaczyć w pięć minut.

Kiedyś byłam mistrzynią mówienia „później”, „jutro”, „za chwilę”, „pomyślę”, „dam znać”, „odezwę się w tej sprawie”. Ocknęłam się w momencie, gdy te wszystkie „później” zaczęły się kumulować i wylądowałam z kalendarzem naszpikowanym terminami. Gdybym miała wszystko wykonać w terminie, nie wystarczyłby mi już czasu dla bliskich, już o relaksie nie wspominając. Wtedy powiedziałam stop. Gdy jestem w stanie coś wykonać w około 5 minut, robię to od razu. Przykłady? Odpisuję na maile, zmywam naczynia po śniadaniu/wkładam je do zmywarki, chowam rzeczy do szafy/wrzucam do prania po powrocie do domu, odkładam wszystko na swoje miejsce, podejmuję decyzje, które można podjąć po kilkuminutowej refleksji. Mogę podać więcej przykładów, choć są już one bardzo konkretne i dotyczą realiów mojego życia. Ty w swoim na pewno znajdziesz mnóstwo takich pięciominutowych zadań.

time-371226_1280

  • Picie wody.

Byłam mistrzynią w oszczędzaniu sobie płynów w ciągu dnia. Gdy udało mi się zrobić herbatę i postawić ją na biurku, znajdowałam ją wieczorem nietkniętą w tym samym miejscu. Gdy z postanowieniem poprawy kupowałam butelkę wody mineralnej, po tygodniu orientowałam się, że wypiłam kilka łyków. Ocknęłam się, gdy coraz częściej bolała mnie głowa, miałam spierzchnięte usta, byłam ciągle głodna. Odkąd piję wodę regularnie, te trzy problemy zniknęły. Gdy jestem głodna, piję najpierw szklankę wody i zazwyczaj okazuje się, że chciało mi się pić, a mój organizm wysyłał mi błędny sygnał o głodzie (przecież pół godziny wcześniej jadłam śniadanie!)

cocktail-585315_1280

  • Koniec z marudzeniem.

Muszę rozwijać tę myśl? Może napiszę tylko tyle – czy marudzenie i narzekanie kiedykolwiek cokolwiek zmieniło w Twoim życiu na lepsze?

worried-girl-413690_1280

  • Dziennik wdzięczności.

To jeden z moich ulubionych nawyków. Codziennie wieczorem, gdy już położę się do łóżka zapalam lampkę nocną i zabieram mój ulubiony zeszyt i długopis. W zeszycie zapisuję wszystkie rzeczy, które wydarzyły się danego dnia i jestem za nie wdzięczna. Oczywiście jest tam też miejsce dla osób. Trudno czasem uwierzyć, jak wiele dobrego może zdarzyć się w ciągu jednego dnia. Szczerze polecam! Ja swój dziennik wdzięczności uwielbiam!

heart-1318850_1280

  • Uśmiechanie się, bycie miłym, komplementowanie (oczywiście zasłużone).

To chyba jeden z moich najstarszych nawyków. Głęboko wierzę w to, że dobro, które dajemy innym do nas wraca. Każdy uśmiech podarowany drugiej osobie wróci do nas w formie uśmiechu. Bycie miłym z reguły również prowokuje takie zachowania wobec nas. Komplementowanie… a pomyśl, jak się czujesz, gdy ktoś nagle pochwali Twoją nową sukienkę? Już wiesz, dlaczego warto to robić? (byle szczerze!) 🙂

necklace-518268_1280

 

Jednak hola, hola! Świat nie jest taki różowy, a życie takie proste. Mam też listę nawyków, które chciałabym kiedyś wprowadzić i próbowałam je wprowadzić, ale coś „nie zagrało”. Jednak z myślą o Tobie postanowiłam je wypunktować poniżej (może Tobie się uda!):

  • Wczesne wstawanie – niestety w moim przypadku niewykonalne. Gdy wstanę przed 6, do końca dnia wyglądam i zachowuję się jak zombie. Zawsze. Bez wyjątku.
  •  Brak drzemki w budziku – „jeszcze chwilaaaa” – to moje ulubione dwa słowa o poranku. Nie potrafię (nie chcę chyba też) tego zwalczyć.
  • Picie wody z cytryną o poranku – nie mogę się przekonać do zimnnych napojów rano. W moich żyłach płynie głównie herbata. Malinowa.
  • Sprawdzanie maila 2 razy dziennie – próbowałam. Ani razu mi się nie udało zejść poniżej 10 razy.
  • Kontrola finansów – przemilczę. Ale będę próbować dalej. Wiem, że warto!

Właśnie przewinęłam tekst do góry i… chyba najdłuższa notka na blogu powstała. Jest jednak dla mnie bardzo ważna i bardzo chcę się tymi dobrymi nawykami dzielić. Jeśli choć jeden z nich ułatwi Ci życie, daj mi koniecznie znać!

Niech nawyk będzie z Tobą! (dobry nawyk, of course!)

4 Comment

  1. Dzielenie się nawykami, to … dobry nawyk! Dlatego cieszę się, że post niesie ze sobą tyle wartościowych treści. Sama niedawno zapoznawałam się z „Siłą nawyku”, miałam akurat audiobooka, którego słuchałam w drodze do pracy. Część nawyków wymienionych we wpisie stosuję z powodzeniem u siebie i zauważyłam, że nawet takie drobne z pozoru zmiany, jak na przykład dziennik wdzięczności czy nastawienie na bycie miłym dla innych i docenianie ich, potrafią zmienić całkowicie jakość codzienności. Ciągle pracuję nad nawykami związanymi z organizacją czasu, w tym przede wszystkim nad wykonywaniem od razu tego, co można zrobić w 5 minut i nad zaczynaniem od najtrudniejszych zadań. Wiszące nad nami przez cały dzień, albo przez kilka dni zadanie, niepotrzebnie ciąży, zabierając energię na myślenie o nim.

    Codziennie rano piję też wodę z cytryną. Dodaję do niej miód, a zimą czasem imbir. Jeżeli nie możesz przekonać się do zimnych napojów o poranku, to nawet lepiej. Woda z cytryną i miodem świetnie smakuje ciepła. No, może letnia. Tak około 40 stopni. Słyszałam też, że taką właśnie dobrze jest pić o poranku ( chociaż przyznam szczerze, że nie weryfikowałam nigdy tego czy lepsza jest ciepła czy zimna).
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Bananove Love says: Odpowiedz

      Od jutra ciepła woda z cytryną. Toż to doskonały pomysł! Dlaczego ja wcześniej nie zajrzałam do komentarzy?!

      Nawyki górą. Obym jak najdłużej się ich trzymała.
      Tobie życzę tego samego! :*

  2. „Zasada 2 minut” ostatnio mnie zaciekawiła własnie, u Ciebie w formie 5 minut 🙂 Miałam z tym duży problem, że odkładałam mnostwo drobnych rzeczy, bo to nic, bo zrobię rano itd. A później oczywiście zapominałam i … wszystko się nawarstwiało. Tragedia 😀

    1. Bananove Love says: Odpowiedz

      Na mnie działa jak marzenie. Sama jestem zaskoczona, jak wiele można zrobić w 5 minut. Wersja 2-minutowa była dla mnie zbyt nierealna 😀

Dodaj komentarz