Gdy dojdziesz do ściany.

texture-1108420_1280

Dzisiejszy wpis ma chyba charakter leczniczy. Nie konsultowałam się jednak z farmaceutą, gdyż zapewne poleciłby mi po prostu picie herbatki z dziurawca. (a ja wolę czystek i kropka. ;))

Zdarzają się w życiu takie momenty (o dziwo, zazwyczaj jesienią), gdy czujesz, że doszłaś do ściany i koniec. Ani nie chcesz zawrócić, ani nie możesz iść dalej.

Macie czasem takie chwile? (dla mnie ta ścienna metafora doskonale oddaje charakter sytuacji)

Mi taki moment zdarzył się w środę. Doszłam do ściany, wróciłam do domu, powędrowałam do łóżka, nakryłam się kołdrą i… nic. Nie udało mi się zasnąć, a ból głowy sprawiał, że ściana, do której doszłam wydawała się jeszcze potężniejsza i wyższa, niż w rzeczywistości jest. Nie byłam w stanie zrobić nic konstruktywnego. Każdy kontakt z inną istotą ludzką kończył się przedkłótnią. Ostrzegałam więc o tym, co zaraz nastąpi, uprzejmie przepraszałam i wybierałam samotność. Z sobą trudniej się kłócić.

Stojąc pod tą ścianą człowiek zadaje sobie najtrudniejsze pytanie. O sens. Codzienności, przeszłości, przyszłości. I bardzo boi się odpowiedzi, które pojawiają się w głowie. A pojawia się ich mnóstwo, bo mózg w zetknięciu ze ścianą pracuje jakby intensywniej, choć na tych nie do końca miłych falach.

W środę przekalkulowałam sobie świat. Metodycznie, krok po kroku starałam się wyliczyć procentowy udział szczęścia w całości żywota. Bilans zły nie był. Zatlił się płomień nadziei. Postanowiłam więc znaleźć źródło płomienia, aby spróbować go rozniecić. Nadal szukam, mając nadzieję, że szybko znajdę.

Listopad to zawsze dla mnie trudny czas. Mimo prób oswojenia jesieni, zazwyczaj i tak w pewnym momencie pojawia się chandra i wyrastają ściany. To, co mi wtedy najbardziej pomaga, to czas dla siebie. Wyłączenie się zupełne, odizolowanie od bodźców, zgiełku, szumu. Szczęśliwie w środę mogłam sobie na to pozwolić.

Tak więc teraz szukam. Chodzę. Patrzę. Odczuwam. Rozmawiam. Obserwuję. Czuję. Chłonę. W poszukiwaniu źródła.

 

Nie wiem, co powiecie na taki wpis. Różni się on bowiem dość mocno od poprzednich. Jeśli za dużo prywaty – wybaczcie.

2 Comment

  1. Sylwia says: Odpowiedz

    O rany! Jestem w podobnym momencie!

    1. Chciej Mniej says: Odpowiedz

      Sylwio! Nie jest łatwo, prawda? Trzymaj się ciepło!

Dodaj komentarz