Gdzie znalazłam wolność?

unsplash_528b27288f41f_1

Dziś będzie o tym, że zupełnie przypadkiem, niechcący i jako efekt uboczny pewnej decyzji odnalazłam… wolność, zupełnie się tego nie spodziewając.

Jak to się stało?

Nie, nie rzuciłam pracy. Nie wyjechałam za granicę. Nie pozbyłam się nadmiaru rzeczy z domu. Nie skoczyłam ze spadochronem. Nie latałam balonem. Nie wydałam podczas Black Friday wszystkich oszczędności (choć mnie korciło) 😉

Wszystko sprowadza się do jednej decyzji, która diametralnie zmieniła moje spojrzenie na świat.

Mianowicie – skończyłam z asekuranctwem, zwalaniem winy na innych, zostawianiem im decyzji, chowaniem się w szeregu.

Świadomie wzięłam odpowiedzialność za swoje życie i swoje wybory. I zamiast poczuć się przytłoczona konsekwencjami, pełna obaw, lęków, poczułam się… prawdziwie wolna.

Uśmiecham się do siebie za każdym zerknięciem w lustro.

Czuję taką moc sprawczą, jakiej nigdy dotąd nie było mi dane poznać.

Ostatnie dni były jednymi z bardziej produktywnych w moim życiu. Poczułam, że chcę próbować, uczyć się na własnych błędach, ale też zasłużenie wygrywać. Chcę mieć świadomość, że to moje wybory kształtują mój świat i przestałam się ich bać. Nie znaczy to, że stały się łatwiejsze, ale zdanie innych już nie jest decydujące. Jest pomocne, ale ostateczną decyzję z pełną świadomością podejmuję ja.

Perfekcjonistom nie jest łatwo w życiu. Starają się być bardzo zachowawczy, nie podejmować decyzji pochopnie, albo uchylać się od ich podejmowania („bo co, jeśli się mylę?!”) Lęk przed konsekwencjami paraliżuje życie.  W pewnym sensie jest to bowiem uzależnianie swojego szczęścia od decyzji innych i czekanie na to, co los przyniesie. Nie ma to nic wspólnego ze świadomym kształtowaniem swojej codzienności. To trochę jak czekanie na wyrok, na który zupełnie nie mamy wpływu i spada na nas z góry. Możemy jedynie po cichu liczyć na to, że los będzie dla nas łaskawy.

Już widzicie, dlaczego teraz odczuwam ulgę? Dlaczego (mimo tego, że przede mną mnóstwo już tylko moich decyzji) nie paraliżuje mnie strach?

Chyba mogę szepnąć do siebie triumfalne „Eureka”.

 

Dodaj komentarz