Obrazki-pułapki

obraz

Dziś rano, gdy z wielkim trudem po trzech drzemkach udało mi się w końcu w miarę szeroko otworzyć oczy, zniechęcona szarością za oknem sięgnęłam po telefon. Zazwyczaj tego nie robię, żeby nie tracić poranka, ale nie mogłam zmusić się do wstania z łóżka (w moim przypadku zazwyczaj źle to wróży). Kolejne czynności następowały w niżej wymienionej kolejności:

Krok 1 – Instagram. Patrzę na te piękne śniadania, makijaże do pracy bez skazy, świąteczne dekoracje dopracowane w w najmniejszym szczególe i… coraz bardziej chowam się pod kołdrę. Wyłączam Instagram zdołowana w 30 procentach.

Krok 2 – Facebook. Tryliard niepotrzebnych postów o ludziach i rzeczach, o których się filozofom nie śniło. Tu hejt, tam hejt. Tu promocja, tam zniżka. Śmietnik. Wyłączam zdołowana już w 60 procentach.

Krok 3 – Youtube. „A niech mnie natchnie jakaś blogerka!” – myślę sobie ochoczo (jak na 60 procent doła, to naprawdę było całkiem ochoczo). „Wiem, wiem, morning routine! To mi pomoże!” Bullet coctail, 74 poduszki, koty, pieski, makijaż z użyciem 48 przyrządów. Sukienka wyciągana z szafy jest idealnie wyprasowana. Buty są idealnie wypastowane. W torebce jest już wszystko, co powinno. Strój na siłownię schowany do markowej różowej torebki. Buzi buzi z mężem i poleciała. A ja zostałam. W łóżku. Bez kota, psa, bullet coctailu i z 90-procentowym dołem.

 

Co można zrobić, gdy wskaźnik szczęścia człowieka wskazuje 10 procent?

a) zakopać się pod kołdrą i leżeć do końca dnia.

b) pójść do łazienki, spojrzeć w lustro (po naoglądaniu się blogerek jutubowych), wrócić do sypialni, zakopać się pod kołdrą… resztę znacie.

c) zmierzyć się z rzeczywistością, którą mamy tu i teraz. Mając 10 procent przeciwko 90.

Jasne, wybrałam kołdrę i łóżko.

…ale zaczęłam o tym myśleć.

 

Bo dlaczego ja to wszystko oglądam? Dlaczego karmię się pięknymi obrazkami, podglądam blogerki i wcielam się w myślach w ich rolę, zamieszkuję w ich mieszkaniu i biegnę z nimi na siłownię? Czy to jest złe?

Hmm, przecież przez to można mieć doła (co było widać na załączonym porannym obrazku), więc… to chyba złe… czy jednak nie?

I tak sobie myślałam, myślałam i nie mogłam przestać.

Pojawiły się kolejne pytania:

Czy rozwiązaniem jest odizolowanie się od tego pięknego świata? Czy dzięki temu poczuję się szczęśliwa? Czy nie mogę jakoś wykorzystać faktu, że ja po prostu lubię takie rzeczy oglądać, aby przekuć to na swoje szczęście i swoją korzyść?

Od rana jeszcze nie znalazłam odpowiedzi, ale postanowiłam wykorzystać te 10 procent uśmiechniętych komórek i zmusić je do wygonienia mnie z łóżka. Tak więc siedzę, piszę, pytam siebie, pytam innych – jak to jest z tymi obrazkami?!

1 Comment

  1. Ja nie jestem przekonana co do instagrama, zwłaszcza często uzupełnianego, bo wydaje mi się to trochę taki… ekshibicjonizm moralny xd No ale podobno ludzie własnie w ten sposób dokumentują najpiękniejsze fragmenty w swoim życiu, wiec w sumie czemu nie? Tylko.. po co publicznie?

    A poza tym, bardzo spodobał mi się kiedyś wpis na innym blogu „Nie jestem swoim zdjęciem z instagrama.” Każdy z nas jest w stanie zrobić dobre zdjęcia, usmiechać się, opowiadać śmieszne rzeczy, ogarniać fajne momenty itd. Ale dla mało kogo stanowi to niestety 100% życia. No tak to jest 🙂

Dodaj komentarz